
| - Jak Pan trafił do Winkhausa? - Tak jak wiele razy w naszym życiu o wszystkim zadecydował przypadek. Przed trzynastu i pół laty pracowałem w firmie, która jako jedna z pierwszych w Polsce produkowała okna i drzwi tzw. europejskie, nowoczesne. Tam poznałem byłego szefa eksportu Winkhausa, który zaproponował mi pracę u nich. Tworzyliśmy w Polsce nowoczesny rynek w tej branży. Mieliśmy wcześniej rodzimą produkcję okien, ale nie zapewniały one funkcjonalności, komfortu, szczelności. Tak to się wszystko zaczynało. Następnie krok po kroku, jak rynek się rozszerzał i rósł, to i razem nasza obecność na nim. Po półtora roku mojej pracy właściciele firmy zdecydowali, że otwieramy polską filię, czyli Winkhaus Polska. I od pierwszego dnia jestem jej dyrektorem. |
![]() |
| - Czy do brydża Winkhaus też trafił przypadkiem? - Rodowodu naszego zaangażowania się w brydż trzeba szukać jeszcze w czasach studenckich. Razem z niegrającym kapitanem Unii Winkhaus Leszno Jerzym Rymwidem, studiowałem na Uniwersytecie Gdańskim, a tam do dobrego tonu należała gra w brydża. To był pewien kanon, który każdy studiujący człowiek powinien sobie przyswoić. Można było nie umieć jeździć na nartach czy łyżwach i fakt ten przyjmowano w środowisku bez zdziwienia. Gdy jednak podczas jakiegoś spotkania padała propozycja, że zrobimy roberka, to wstyd było przyznać, że się nie umie grać. Taki człowiek nie istniał w środowisku. Do dzisiaj pamiętam wiele nocnych maratonów. |
|
| - Do mistrzostwa Polski brydżystów z Leszna to jeszcze ciągle droga daleka... | |
| - Gdy z Trójmiasta, gdzie mieszkałem, przeniosłem się za Winkhausem do Leszna, przypadkiem, po dwudziestu paru latach, spotkałem Jerzego. Okazało się, że jest on mocno zaangażowany w brydża jako organizator, zawodnik i kapitan zespołu. Zaproponował mi sponsoring. Zawsze wyznaję pogląd, że lepiej być na setnym miejscu w kraju niż pierwszym w gminie. Wydawało mi się, że poprzez Jerzego, jego kontakty, znajomość środowiska i możliwości, jakie klub ma, możemy dość szybko awansować do krajowej czołówki. Naturalnie miało to mieć dla firmy efekt marketingowy i nie ukrywam, że liczyłem na to, ale oczywiście w jakimś ograniczonym wymiarze. Uważam, że miło mieć będzie udział w sukcesach na skalę krajową. | |
| - Czy szef Winkhaus Polska nie żałuje tak ulokowanych sympatii sponsorskich? | |
| - Jestem zadowolony. Kolekacja pucharów za tytuły mistrzowskie, medale, wyniki naszych par w innych zawodach świadczą, że pieniądze zostały jakoś tam dobrze wydane. Chociaż przesadziłbym, gdybym powiedział, że daje to nam wymierny wzrost sprzedaży. | |
| - Nigdy nie myślał Pan, żeby swój sponsoring przenieść np. na sekcję żużlową, która ma w Lesznie ogromne tradycje, lub na miejscowych piłkarzy? | |
| - Sport zawodowy w naszym kraju jest obciążony
wieloma patologiami. Sponsor jest właściwie od jednego - dawania
pieniędzy. Nie ma żadnego wpływu na to, co się w klubie dzieje, gdyż
tworzy się potężna machina, w której są różne prywatne interesy
działaczy itp. W sekcji brydżowej Unii Winkhaus mamy bardzo
przejrzystą strukturę. Zaufanie, jakie mam do Jerzego Rymwida, nie
zostało dotychczas nijak nadszarpnięte. Natomiast w wypadku klubu piłkarskiego jest cała sfora działaczy i każdy z nich ciągnie na swoją stronę. |
|
| - Czy utrzymuje Pan kontakty z zawodnikami grającymi w Unii Winkhaus? | |
| - Tradycją jest, że raz do roku spotykamy się na podsumowaniu sezonu. Gdy wyniki są bardzo dobre, to staram się o tym nie zapomnieć. Kilka takich spotkań było. | |
| - Jak przekonałby Pan młodego człowieka, że warto grać w brydża? | |
| - W czasach studenckich talia piatników była jednym z moich pierwszych zakupów w Peweksie, gdyż każdy szanujący się student musiał ją mieć. Do kanonu wykształcenia, tak jak przeczytanie pewnych lektur szkolnych, należało zdobycie przynajmniej podstaw brydżowych. Teraz młodzi ludzie mają dostęp do różnych innych gier, Internetu. Tylko, że większość z nich nie rozwija intelektu. Brydż cementował środowisko, więzi koleżeńskie i przyjacielskie. Ta gra wymaga przede wszystkim myślenia i uwagi. Jest bardzo podobna do biznesu, który też przecież jest grą... | |
|
Rozmawiał Mateusz Bartoszewski |
|
| Kazimierz Jaworski - absolwent wydziału Ekonomiki Transportu Uniwersytetu Gdańskiego, dyrektor generalny Winkhaus Polska | |
| ||||||